Logo Głos Bolesławca

Wydanie: maj 1996, strona: 6
172 wyświetleń

Żegnamy Cię Mieczysławie..

Odszedł od nas Człowiek niezwykły. Wielki artysta. Malarz na miarę najwybitniejszych twórców. Poeta w słowie, fantasta i wizjoner w czynie, pragmatyk w działaniu, natchniony plastyk, genialny improwizator, wybitny aktor, dla którego otoczenie i życie było wielobarwną sceną. Twórca piękna, ilustrator urody świata i faktów historii, z benedyktyńską cierpliwością odtwarzający szcze­góły i detale faktów. Człowiek obdarzony przez Stwórcę taką skalą talentu i geniuszu, że wystarczyłoby to dla wielu, żeby zadziwić oto­czenie wirtuozerią i zdolnościami.

Odszedł na zawsze jeden z naj­większych mieszkańców dumnego nadbobrzańskiego grodu. Miasta, które kochał bez wzajemności, jak mawiał w prywatnych rozmowach przy blasku świec i lampce wina. Człowiek-esteta, Człowiek ponad­przeciętny, Człowiek-pasjonat, rozkochany w sztuce, wrażliwy na piękno przyrody, architektury, ludzkiego życia, bogaty wewnę­trznie, oryginalny, niepowtarzalny, czasem trudny w kontaktach, wyższy nad przeciętność, świadomy skali własnego talentu i skumulowanej jako dar olimpijskich bogów wielkości, geniuszu...

Mieczysław Żołądź. Nikt Go nie zrozumiał do końca, nawet Najbliżsi. Romantyk czystej wody. Podejmował działania przekra­czające siły zwykłego człowieka, jak w mickiewiczowskim zawo­łaniu: "Mierz siły na zamiary, a nie zamiar podług sił"... I zawsze wygrywał, może raczej-zwyciężał. To jego dziełem była rekonstrukcja i zachowanie potomnym wielkiego zamczyska na bazaltowej skale w Grodźcu koło Złotoryi. Dumna średniowieczna budowla trwa do dzisiaj. Kiedy przyszedł tu i zamieszkał - była ponurą, smutną ruiną. Stał się nie tylko architektem, był po prostu mura­rzem, malarzem pałacowych fresków, kustoszem, kolekcjonerem historycznych pamiątek. Przywrócił pełną świetność zabytkowi średniowiecznej historii. Tworzył tu legendy, przyjmował gości zdumionych nie tylko renesansem dzieła całych minionych pokoleń, ale przede wszystkim osobowością twórcy. Kosztowało Go to bardzo wiele: wilgotne mury zniszczyły zdrowie, oddalały rodzinę, urodziwe córki, tolerancyjną, wspaniałą małżonkę. Los artysty, los niezwykłego Człowieka...

Umiał spożytkować swój ogromny talent w malarstwie, rzeźbie, linorytnictwie, rysunku, architekturze. Jak człowiek z epoki Renesansu. Malował i pisał, opowiadał i był niepowtarzalnym przewodnikiem wycieczek. Tworzył oryginalną sztukę sakralną, przeprowadzał kompleksową renowację wielu zabytkowych kościołów, zwłaszcza w zielo­nogórskim, projektował wnętrza, znaki graficzne/ choćby browaru we Lwówku/, ozdabiał historycznymi kompozycjami w postaci fresków wielkie płaszczyzny ścian domów, także we Lwówku /kochał to miasto/ i w Bolesławcu. Tu stworzył monumentalne wnętrze Pałacu Ślubów z witrażami, freskami ściennymi, malarstwem sufitowym i galerią historycznych postaci-władców grodu nad Bobrem. Zarzucano Mu, że nadawał postaciom współczesne oblicza, ale to przecież wielowiekowa tradycja i przywilej malarzy wszystkich epok. Miał do tego moralne prawo, którego nie nadużywał. Słupy wjazdowe do wielu okolicznych miast, kompozycje pomnikowe-choćby projekt fontanny przy murach obronnych Bolesławca, meble nawiązujące do stylu epoki, portrety świętych w licznych świątyniach - to wszystkie stanowi wielkie dzieło Mistrza Mie­czysława.

A jak On malował - pięknie, subtelnie, z wyjątkową wrażli­wością na kolor i realizm motywu - człowieka czy fragmentu natury... Kwiaty w stylu Wyspiańskiego, sceny batalistyczne jak u Grottgera, panoramiczne bitwy z Tatarami niczym u Matejki, chociaż z wy­raźnym piętnem własnej osobo­wości. Wygrywał ogólnopolskie konkursy plastyczne, dystansując się od wielu uznanych sław, przyjmował zamówienia niewy­obrażalnie trudne w realizacji, pracował ponad siły, wertował dziesiątki uczonych ksiąg, by zbliżyć się w swoim dziele do historycznej prawdy. Żeby innych zapalać-trzeba samemu płonąć... Mietek płonął swoim wielkim talentem w każdym swoim niepowtarzalnym dziele, tworzył rzeczy piękne i trwałe, nie do naśladowania, cudowne i zdumie­wające, emanujące siłą wyjątkowego talentu. Był artystą natchnionym przez wszystkie muzy Olimpu. Stąd pustka po Jego odejściu. Bolesna, niepowetowana strata. Smutek, żal i łzy. Nie zdążył odnowić pomnika Chrystusa na komunalnym cmentarzu. Nie zdążył wyrzeźbić monumentalnej postaci Bolesława Chrobrego na wolnym placu - zielonym skwerze w Rynku przed kościołem, nie zdążył zilustrować swoimi wspaniałymi grafikami wydawnictwa o Bole­sławcu, chociaż pozostawił po sobie setki cudownych, precyzyjnych grafik i rysunków... Ileż miał oryginalnych pomysłów, koncepcji twórczych, ambitnych zamiarów... Starczyłoby ich dla setek ludzi. On był inny: niespokojny duch, niecierpliwy człowiek czynu, tytan pracy, żywa legenda. Nosił znamiona geniuszu od zawsze i tym zaskakiwał, zadziwiał, zdumiewał otoczenie, nawet swoich przyjaciół. Nierzadko patrzył na ludzi z niewyczuwalną wyższością i pobłażliwością traktował surowo i obcesowo. Ale to był sztuczny parawan: wewnątrz krył kryształowe serce, dobroć, otwartość, spolegliwość, życzliwość dla świata. Przyjaciel i mecenas ubogich, nie przywiązywał wagi do mamony, splendorów i blichtru. W swojej skromnej pracowni przyjmował ambasadorów i bizne­smenów, elity polityczne i anoni­mowych wielbicieli. Był niepowtarzalną osobowością. Miał szeroki gest - rozdawał obrazy, był mecenasem szkół, kościołów, muzeów, kolekcjonerów dzieł sztuki. Potrafił improwizować wyprawy z przyjaciółmi na łono natury, zaskakiwać hojnością, formami zabawy, relaksu. Na to stać tylko ludzi nieprzeciętnych, szczerych, wielkich, oryginalnych. Te wszystkie cechy miał zakodowane w swojej osobowości. Nie spełnił się do końca w swoim życiowym credo. Śmierć bezlitośnie przerwała pasmo płonącego wielką twórczością istnienia. To luka nie do zapełnienia. Bardzo nam Ciebie brakuje, Mietku. Tak będzie już zawsze, dopóki sami nie przeminiemy... Zostały Twoje dzieła, wielowątkowy dorobek, pamięć. Cóż z tego, że na mogile złożyliśmy kwiaty od władz miasta i jego mieszkańców, że może nazwiemy jedną z ulic Twoim imieniem? Nam po prostu Ciebie brakuje: Twojego talentu, Twojego spojrzenia, Twojej mądrości, rozmowy o życiu i przemijaniu, Twojej optymistycznej filozofii... Żegnaj Mieczysławie, żegnaj Przyjacielu!

Przyjaciele, Koledzy, TMB, Redakcja "Głosu Bolesławca".

Przyjaciele, Koledzy, TMB, Redakcja "Głosu Bolesławca".