2004-08-01, 12:00
207 wyświetleń
Katarzyna Rucińska
Gliniana promocja
Jaka międzynarodowa impreza artystyczna jest organizowana w Bolesławcu? Zapytana przez nas dziewczyna wzrusza ramionami. – "Nie wiem, może Święto Ceramiki?" Tak, słyszała o plenerze ceramiczno-rzeźbiarskim, odbywa się przecież co roku, ale od ilu lat, nie jest w stanie powiedzieć. Chwilę później, od następnej osoby dowiadujemy się, że tegoroczny plener jest chyba czwarty.

fot. B.org
Papier i glina
Szkoda, że do tej niewiedzy często dodaje się przekonanie, że plener ulepi się z gliny sam i w dodatku za darmo. Na co tu wydawać pieniądze? Glina wszak nie jest droga, pracownie za darmo, noclegi tanie, Holiday Inn w Bolesławcu nie ma. Więc można jeszcze okroić i tak już skromny budżet pleneru. I niech się komisarz, Krystyna Gay-Kutschenreiter, kolejny rok zastanawia, skąd zdobyć fundusze.
Niewiele osób orientuje się, że plener to nie tylko glina i pracownie udostępniane bezpłatnie. To także na przykład wystawy. I katalog prezentujący prace artystów, który nota bene pochłania najwięcej pieniędzy, trzeba go wydrukować na dobrym papierze, bo idzie w świat. I sale, w których wystawia się rzeźby wykonane w czasie sympozjum, najczęściej w dużych muzeach i galeriach. I obsługa pleneru... To wszystko razem kosztuje około 70 tys. złotych.
Dwa złote
Skąd można wziąć tyle pieniędzy? Miasto da trochę, bo przecież plener to jego wizytówka. Trochę da Związek Artystów z Wrocławia, skoro artyści chcą mieć plener, niech go też sami zasponsorują. Może dorzuci coś Unia Europejska. Mimo to o fundusze trudno. Dlatego plener, choć mógłby się rozwijać na coraz wyższym poziomie, nie może nabrać niezbędnego impetu.

Krystyna Gay-Kutschenreiter, Komisarz Pleneru
W 2004 roku Międzynarodowy Plener Ceramiczno-Rzeźbiarski otrzymał Dolnośląski Klucz Sukcesu. Wydarzenie zostało wyróżnione w kategorii: "Najlepsza instytucja kultury, inicjatywa kulturalna lub edukacyjna".
Łza się w oku kręci, to już czterdzieści lat. I każdy rok kosztuje tak dużo. Ile piwa i kiełbasek można by za to kupić, ile koncertów i festynów opłacić! Zamiast tego cały dostrzegalny okiem laika pożytek z pleneru to parę skorup za olbrzymie pieniądze, no i katalog. Czy jednak te pieniądze są rzeczywiście tak olbrzymie? Po przeliczeniu okazuje się, że koszt pleneru to niecałe 2 złote na głowę mieszkańca Bolesławca.
Gdyby było lotnisko
W tegorocznym sympozjum weźmie udział 23 artystów, w tym 9 osób między innymi z Tajwanu, Ukrainy, Danii, Czech i Kanady. Zgłoszeń było więcej, ale bolesławiecki plener nie jest w stanie przyjąć większej liczby uczestników. Przeszkodą są często wymagania artystów, dla których własna pracownia i pokój z łazienką to oczywisty standard.
Często uczestnicy pleneru pytają, gdzie w Bolesławcu jest lotnisko. Mniejsza z tym, że go nie ma, liczy się to, w jaki sposób zagraniczni twórcy oceniają miasto postrzegając je przez pryzmat pleneru. Fakt, plener promuje, zorganizowany jest na międzynarodowym poziomie. Znany w Stanach Zjednoczonych, Argentynie, Niemczech. Przyciąga cenionych artystów. Nie przyciąga jednak bolesławian.
Szkoda, że nie potrafimy docenić pleneru, który organizowany od kilkudziesięciu lat, stał się jednym z jaśniejszych punktów na kulturalnej mapie naszego miasta. Wciąż wiemy o nim niewiele lub nawet nie wiemy nic i traktujemy jak nadętą, zbędną imprezę, na którą wydaje się olbrzymie kwoty. Niby promuje, ale kiełbasek mimo wszystko żal...

